3way autorem interaktywnej mechaniki promocyjnej
Modrzejewska Modrzejewska zaprasza na Facebook, generał Dembiński prosi o SMS, a naga kobieta z "Szału uniesień" Władysława Podkowińskiego zachęca, by do niej zadzwonić. To kampania promująca Galerię Sztuki Polskiej XIX w. w Sukiennicach. Specjaliści są bardzo za, ale nie wszystkim się podoba.
Wraz z otwarciem odnowionych Sukiennic na ulicach Krakowa pojawiły się billboardy z dziełami prezentowanymi w galerii. To część kampanii reklamującej Nowe Sukiennice. - Chodziło o to, by nie tylko zachęcić do odwiedzenia galerii po remoncie, ale też o to, by włączyć w to multimedia. Pomysł wypalił, sądząc po liczbie SMS-ów, telefonów i fanów na Facebooku - mówi Janusz Czop, koordynator projektu Nowe Sukiennice.
Do kampanii wykorzystano trzy dzieła: portrety Heleny Modrzejewskiej (autorstwa Tadeusza Ajdukiewicza) i generała Henryka Dembińskiego (pędzla Henryka Rodakowskiego) oraz "Szał uniesień" Podkowińskiego. Każda z postaci zachęca do kontaktu z Sukiennicami poprzez inne medium. Modrzejewska ma swoje konto na Facebooku i prawie dwa tysiące fanów, którzy szukają zaginionej Heleny (konkurs "Gdzie jesteś, Heleno?"). Naga kobieta z "Szału" odbiera telefony - wystarczy tylko zadzwonić, by głos Magdaleny Cieleckiej zdradził kilka tajemnic dzieła Podkowińskiego i zaprosił do odwiedzenia Sukiennic. Do Dembińskiego można wysłać SMS, a w odpowiedzi dostaje się informację, że generał był awanturnikiem i nie lubił przegrywać. - Generał dostał już ponad tysiąc SMS-ów. Ludzie piszą: "A kto to ten Dembiński?", "Siemanko, niezłe wdzianko" albo bardziej dostojnie "Wyrazy uszanowania dla pana generała" - mówi Czop.
PR-owcy oceniają, że to jedna z najciekawszych akcji promocyjnych w Krakowie. - Świetna, zabawna, bardzo zgrabna. Może nie jest majstersztykiem kreatywności, ale trzeba docenić interaktywność, która zmusza odbiorcę do reakcji. Ważne jest to, że muzeum wychodzi ze swoimi eksponatami poza sale ekspozycyjne i daje sygnał, że w odnowionej galerii zmienił się nie tylko kolor ścian, ale też sposób kontaktu z odwiedzającymi - twierdzi Marcin Helbin z 9.90 PR.
To, co podoba się specom od promocji, nie zawsze podoba się krakowianom. - Dać gołą babę na koniu i już publika się znajdzie. Wszędzie golizna. I jak tu spokojnie jeździć po mieście? Ja muszę tę babę ze trzy razy dziennie minąć i mam dość - gorączkuje się krakowski taksówkarz i dodaje, że nawet reklama bielizny nie jest tak nachalna ("bo tam przynajmniej panie stanik zakładają!").
Sponsorem kampanii jest PZU (sponsor Muzeum Narodowego w Krakowie), ale jej koszty to tajemnica handlowa. Autorem pomysłu reklamowego jest agencja Leo Burnett. W pierwszy po otwarciu weekend galerię odwiedziło ponad 10 tys. turystów. Dziennie na zaproszenie Modrzejewskiej, Dembińskiego i bohaterki "Szału..." odpowiada około tysiąca osób, które odwiedzają muzeum.